Nie ma miłości bez zazdrości – czy warto wybrać agencję SEM Twojej konkurencji?

|
|
Kategorie: Google Ads

Szukanie agencji marketingu internetowego jest jak szukanie drugiej połówki. Okazuje się jednak, że w świecie marketingu, najczęstszym modelem związku jest poligamia. Fakt, że agencja jest już w długoletnim związku z naszym rynkowym konkurentem może budzić pewne obawy. Czy słusznie?

 

Czekając na motyle w brzuchu, czyli wybieranie agencji marketingu internetowego

Jaką agencję wybrać

Jak znaleźć tę jedyną i odpowiednią agencję marketingu internetowego? Jak zabrać się do poszukiwań? Choć, jak mówią, tego kwiatu jest pół światu, to częste zmiany partnerów biznesowych są niewskazane i warto inwestować w stały związek, oparty na wzajemnym zrozumieniu i zaufaniu.

Podstawowe różnice miedzy agencjami wynikają z ich wielkości i doświadczenia. Obie te zmienne powinniśmy wziąć pod uwagę, przede wszystkim, gdy w grę wchodzi ograniczony budżet. Już na samym początku oceńmy jakość komunikacjiszybkość odpowiedzi na wysyłane zapytania.

Przeglądając strony internetowe powinniśmy także zwrócić uwagę na doświadczeniezrealizowane projekty. Każda agencja będzie się nimi chwalić, jak panna na wydaniu, sukniami z powieści Jane Austin. Prestiżowe nagrody i współpraca z dużymi markami budzą zaufanie do agencji, ale co w przypadku, gdy na liście klientów znajduje się nasz konkurent?

 

Czy warto być tą drugą? Argumenty za i przeciw podjęciu współpracy z agencją obsługującą Twoją konkurencję

Czy warto być tą drugą

Doświadczenie, jakie agencja zdobyła z innymi klientami, może pracować na naszą korzyść. Wcześniejsza znajomość branży to ogromny plus. Dotyczy to tak podstawowych działań, jak choćby budowanie bazy słów kluczowych. Wiadomo już, czy lepiej sprawdzają się ogólne słowa kluczowe, czy może dokładne; jaki jest ich potencjał i spodziewane średnie koszty kliknięcia. Dzięki temu, już na etapie planowania działań i przede wszystkim budżetu, możemy lepiej oszacować wyniki i koszty kampanii. Doświadczenie jest dużo lepszym narzędziem niż jakikolwiek planer. 

Zanim odrzucimy agencję, na podstawie jej byłych lub obecnych klientów, trzeba też pamiętać, że agencje nie zawsze chwalą się wszystkim zrealizowanymi projektami. Przedstawiając swoje doświadczenie, mogą wybrać jedynie te przykłady współpracy, które pokażą ich wszechstronne doświadczenie. Mogą też przedstawiać klientów tak, by komunikat płynący z linii kolorowych logotypów świadczył o elastyczności pod względem budżetu i rozmachu działań. Warto zasięgnąć informacji o konkretach przeszłej współpracy, bo może się okazać, że dla naszych konkurentów wykonali zupełnie inną usługę niż my mamy w planach.

 Zdarzają się również zadowoleni klienci, odmawiający wywieszenia swojego logo na stronie internetowej z obawy, że przyciągnie to konkurencję. Jeśli długo pracowaliśmy nad pozycją, a nasza agencja towarzyszyła nam w drodze przez piekło karczowania rynkowego lasu, możemy mieć pokusę zamknięcia jej w złotej klatce i nakrycia kocem. Agencja staje się naszym zapleczem i wsparciem, którym nie chcemy dzielić się z innymi.

Co prawda, kryje się w tym jakaś logika, niemniej jednak w branży marketingowej trofea w postaci rekomendacji są swego rodzaju walutą. Marketingowcy to stworzenia napędzane potrzebami z samego czubka piramidy Maslowa – żywią się uznaniem i żyją dla sukcesów. Nie przyznając się do agencji, możemy zyskać chwilowy spokój ducha, choć i tak nie możemy mieć pewności, że konkurencja nie zapuka do drzwi naszej agencji. Jednocześnie rezygnujemy z wizerunkowego kopa, którego możemy dostać, lądując w jednym rzędzie w wielkimi markami.

Trzeba dodać, że istnieją w tym świecie związki na wyłączność. Jest jednak jeden prosty warunek, żeby doszło do takiego małżeństwa. Jest nim duży posag – budżet klienta.

Kolejnym argumentem za budowaniem wspólnej przyszłości, bez patrzenia na innych, jest sama specyfika tworu, jakim są agencje. To większe lub mniejsze, sprawnie działające maszyny, wyspecjalizowane w pewnym zakresie usług, a podstawą ich funkcjonowania jest obsługa wielu klientów na raz. Wchodząc w związek z agencją, otrzymujemy zaplecze narzędzi i sprawnych specjalistów z całą ich wiedzą i doświadczeniem. Jeśli więc podjęliśmy decyzję o współpracy z agencją, musimy albo nie być typem zazdrośnika, albo z zazdrości wyleczył nas już budżet i brak własnych zasobów.

Pojawiają się jednak obawy. Świta nam chociażby pytanie, czy udając się do agencji naszej konkurencji – specjalnie lub nie – narażamy się na kampanię z odzysku? A z drugiej strony, czy nasza kampania może posłużyć naszej konkurencji? Teoretycznie kampania „kopiuj-wklej” jest możliwa, w końcu techniczne możliwości kierowania zamykają się w jakiejś skończonej – ogromnej, ale przecież skończonej liczbie. Odpowiedź na to pytanie jest jednak bardziej złożona.

 

Nie pożądaj kampanii bliźniego swego. Czyli czy można zrobić taką samą kampanię reklamową?

Świetnie przeprowadzona kampania konkurencji może być przedmiotem zazdrości i pożądania. Pokazuje, że jest gdzieś potencjał do odkrycia, którego wcześniej nie umieliśmy dostrzec i wykorzystać. Nie powinno się jednak oczekiwać od agencji przeprowadzenia dla nas takiej samej kampanii.

Należy pamiętać, że nie ma dwóch dokładnie takich samych marek i sklepów. Nawet, proponując klientom te same produkty, co konkurencja, odróżniamy się całym szeregiem zmiennych –  lokalizacją, cenami, sposobem komunikacji z klientem, osobowością i wizerunkiem marki etc. Czyli tym wszystkim, co jest unikalną wartością, którą proponujemy naszym klientom. To ona decyduje o tym, że utrzymujemy się na konkurencyjnym rynku. Szkielety kampanii dla konkurencyjnych brandów mogą być bardzo podobne, ale to co się liczy, to „mięso”, czyli strategia marketingowa zbudowana na podstawie porządnego briefa.

Każdy klient jest wyjątkowy

Kolejnymi elementami gwarantującymi, że kampania będzie unikalna, są cele i budżet. Nie będziemy sięgać po coś, co z punktu widzenia naszej strategii rozwoju jest bez sensu, tylko dlatego, że robi to konkurencja. Nie wydamy też więcej niż możemy sobie pozwolić. Strategię typu „zastaw się a postaw się” zostawmy na odwiedziny rodziny w święta. Agencja nie zaoferuje dostarczenia wyników, których realizacja przekracza nasze finansowe możliwości.

Rozpatrzmy zupełnie teoretyczną sytuację, w której jeden specjalista AdWords (już nawet nie jedna agencja, ale pojedynczy człowiek za monitorem komputera) zajmuje się dwoma podmiotami, które dzielą między sobą cały rynek. Sytuacja dość abstrakcyjna (jeśli macie takie doświadczenia, podzielcie się koniecznie w komentarzach!). Wyobrażam sobie, że stawki zeszłyby albo do absurdalnie niskich poziomów – bo po co przepłacać, lub absurdalnie wysokich, a pierwsza pozycja w wynikach wyświetlania reklamy przypadła by temu, kto miałby większy budżet lub lepsze doświadczenie strony docelowej i lepszy wynik rankingu reklamy.

 

Życie w trójkącie

Życie w trójkącie

Zapytanie specjalisty o to, którą swoją kampanię lubi najbardziej, to jak pytanie matki, które dziecko woli (pewnie któreś woli, ale na pewno się nie przyzna). Myśląc o przyszłej współpracy powinniśmy budować relację z agencją na założeniu, że skoro kampania ma realizować nasze cele, to specjalista pracujący nad nią jest członkiem naszego zespołu. Bierze odpowiedzialność za wyniki wygenerowane przez kampanię, a swoim czasem i wiedzą dokłada się do sukcesu firmy. Powinniśmy korzystać z jego doświadczenia i dzielić się planami i informacjami.

To informacje są najważniejszym zasobem każdego biznesu. Ciężko jest pracować, gdy z powodu braku zaufania mamy utrudnione dojście do danych. Na przykład nieudostępnianie wyników sprzedażowych z wielu kanałów lub danych historycznych, jest jak pójście do lekarza i powiedzenie: „niech pan zgadnie co mnie boli”. Jak można sobie wyobrazić – znacznie spowolni to diagnozę.

 

Czy powinniśmy sobie bezgranicznie ufać?

Wspólna świetlana przyszłość

Oczywiście że nie – należy pamiętać o klauzuli poufności. Dodam jednak, że zaraz po podpisaniu takiej intercyzy, musimy od razu stać się zgranym zespołem. Wyciągamy trupy z szafy i wspólnie planujemy piękną przyszłość.

Pamiętajmy, że nawet jeśli wśród klientów jest nasz śmiertelny rywal, agencja rozlicza się z ze zrealizowanych kampanii z każdym z osobna i z każdym tak samo skrupulatnie. Poza tym, na poziomie ustalania kontraktu, można wybrać model wynagrodzenia od efektu. Dodatkowo, jeśli specjaliści agencji są objęci systemem premiowym (u nas są!), w którym wysokość premii uzależniona jest od osiąganych na kliencie wyników,  to jest to dodatkowa, silna motywacja. Specjalista traktuje wygraną klienta, jak swoją własną.

Zatem, czy wybrać agencję konkurencji? Przede wszystkim powinniśmy wybrać najlepszą agencję, która będzie współtworzyć z nami plany i wspólnie wygrywać. Towarzyszyć w zdrowiu i chorobie, bogactwie i (oby nie było trzeba) w biedzie.

 

Porozmawiaj z nami i przekonaj się, że jesteśmy sobie pisani!

 

 

Komentarze do artykułu: Nie ma miłości bez zazdrości – czy warto wybrać agencję SEM Twojej konkurencji?